Hot Dogi Sprzeciwu*

zenkuwntjvzpmbwdapwwbemlwccebghxbgmntckkgtjyfryrronznijnqcjrPKN Orlen jest najważniejszym graczem polskich rynków rafinerii ropy naftowej i detalicznej sprzedaży paliw. Jego wpływy rozciągają się na kraje sąsiadujące włącznie z Niemcami, Czechami i krajami bałtyckimi. Orlen jest notowany na listach 50 największych firm obracających ropą naftową przez publikacje pokroju Fortune 500. Niedawne włączenie przygotowywanych na miejscu kawy i fast foodów do oferty stacji benzynowych firmy stanowi dla niej ledwie przypieczętowanie ogólnokrajowej hegemonii wpiętej w globalne imperium naftowe. Oto okoliczności, w jakich na scenę wkraczają Otwarte Klatki, polska organizacja ochrony zwierząt założona w 2012 roku. Przez wzgląd na jej wczesną i bardzo potrzebną pracę w zakresie dokumentacji wyzysku na tak zwanych “fermach futerkowych” w kraju, do niedawna byłem do niej nastawiony dość optymistycznie. Ale wraz z rozpoczęciem kampanii, w ramach której jej ścieżki zbiegły się z Orlenem, moje dotychczasowe wsparcie zaczęło wołać o ponowną rozwagę. Wcześniej zachowywałem zastrzeżenia dla siebie, ale kiedy na horyzoncie pojawiają się wyraźnie niepokojące znaki, a mnie brwi podnoszą się same, czas zabrać głos.

§

OrlenZ oceny Otwartych Klatek wynika, że następny krok na drodze do bardziej sprawiedliwego świata wiedzie pod próg Orlenu. Można się zastanawiać, czego opozycyjna organizacja miałaby tam szukać. Eliminacji mięsa i produktów odzwierzęcych z menu jego stacji benzynowych? Likwidacji przedsiębiorstwa niesłychanie szkodliwego dla środowiska naturalnego? Obalenia całego kompleksu przemysłowego, w ramach którego eksploatacja zwierząt zazębia się z szeregiem innych socjoekologicznych patologii? Z wszystkimi tymi problemami musimy teraz się mierzyć. Ale w tym wypadku nic z tego. Czerpiąc przykład z kto wie jakiej neoreformistycznej, PETA-owskiej szarady, Otwarte Klatki wplątały się w taktykę najmniejszego wspólnego mianownika, promując i siebie i, nieopatrznie, pogłębienie utowarowienia żywności oraz potężny w Polsce przemysł naftowy. Przy okazji pokłoniły się uwielbiającym fast foody monadom okutym blachą, czyli kierowcom.

Otwarte Klatki zachęcają do wprowadzenia roślinnych hot dogów na stacjach orlenu. W ramach tej ich “kampanii restauracyjnej” szybko ukazała się następująca petycja:

Szanowny Zarządzie PKN Orlen, wśród wielu trendów na rynku gastronomicznym, jeden wyróżnia się szczególnie – coraz więcej osób decyduje się wybierać posiłki roślinne. Taki sposób żywienia zyskuje popularność zarówno wśród osób młodych, jak i starszych. Powodów jest wiele: od troski o swoje zdrowie, po empatię wobec zwierząt i chęć prowadzenia ekologicznego trybu życia. Zachęcamy Was do wprowadzenia zdrowszych, bezmięsnych hot-dogów do oferty Stop Cafe na stacjach Orlen. Taka decyzja zwiększy grono Waszych potencjalnych klientów oraz pomoże chronić zwierzęta i środowisko. (Otwarte Klatki, wyróżnienie dodano)

Drobne kroki? Być może. Ale szerszego oglądu zazębiających się kryzysów pnących się przed nami nie tylko w petycji brak, ale zostaje wręcz wykluczony. Jej autorzy sugerują, że “prowadzenie ekologicznego trybu życia” i “empatia wobec [innych] zwierząt” mogą współgrać z istnieniem hot dogów, autostrad i stacji benzynowych wszędzie wokół nas, oraz z istnieniem kapitalizmu, w ramach którego wszystkie te elementy mają być osadzone. Niektórzy z moich animalistycznych towarzyszy doradzają przemysłowi zamiast wywierać nacisk na opresyjność jego funkcjonowania. Robiąc biznesowi przysługę, wskazując mu nowych klientów i pomagając wyrobić mu dobre imię. O dogłębnie zgniłych relacjach, w których inne zwierzęta tkwią w naszych społeczeństwach, a tym bardziej o potrzebie ich obalenia, nie wspomina się tu wcale. Zamiast tego nacisk kładzie się na “budowanie lepszego Orlenu”, jak ujęły to Klatki. Coś z tą sytuacją–wyrosłą na tle urynkowienia aktywizmu–jest nie tak. Tendencja dostosowywania aktywizmu do logiki rynkowej nie jest niczym nowym, a już na pewno nie zrodziła się na polskiej ziemi. Powiela tu po prostu to, co za jej pomocą “osiągnięto” w USA i Europie Zachodniej: oswaja ludzi z ich troskami zamiast ich mobilizować; pacyfikuje zamiast siać niezbędny ferment. Pod ciężarem taktycznych decyzji Klatek nie tylko jakakolwiek polityka oparta na sojuszu ruchów opozycyjnych staje się niemożliwa; polityka powszechnego uczestnictwa też jest mało realna. Ale jak można działać inaczej? Z długiej listy przykładów możemy wybrać DxE, otwarcie kontestujących działalność magnatów handlu mięsem pokroju Chipotle i flagowych amerykańskich sieci fast food. Znajdziemy tu też aktywistów z Chin i innych krajów, przechwytujących transporty zwierząt wysłanych na na rzeź. W Izreaelu i poza nim mamy 269life angażujących się w coraz odważniejsze, bezkompromisowe i obrazoburcze działania. Mimo popełnianych błędów wszyscy oni stawiają w obliczu władzy na prawdę. Na tym tle bojaźliwość, z jaką Klatki podchodzą do sprawy jest niewybaczalna. Zróżnicowanie taktyczne jest i mile widziane, i konieczne, ale niektóre rozwiązania są wprost reakcyjne i należy je porzucić bez śladu żalu.

§

hot-dog

Niedawne działania Otwartych Klatek stanowią odmianę neo-reformizmu w ramach ruchu ochrony zwierząt. We wcześniejszym artykule opisałem już neo-reformizm jako mieszankę powierzchniowego radykalizmu z faktyczną zmową z przemysłem (Forkasiewicz 2014), ale wobec regularnych ataków na pozycje neo-reformistyczne wysunięto różne argumenty ku jej obronie. O niektórych z nich warto tutaj wspomnieć. Jeden z nich mówi, że odważniejsze działania alienują odbiorców i są w związku z tym kontrproduktywne. Gdybyśmy brali udział w konkursie popularności rzędu wyborów powszechnych i o niczym kontrowersyjnym publicznie nie mielibysmy mówić, być może myślenie w ten sposób byłoby na miejscu. Nasza popularność, jeśli już tak ją nazywać, wymaga jednak zakotwiczenia w sprzeciwie. Jesteśmy tu dokładnie po to, żeby wybudzić już wyalienowaną publiczność z błogiej drzemki tłumu gapiów. Osiągnięcie tego celu wymaga pewnej dozy bezpośredniości w komunikacji. W ocenie neo-reformistów szeroki przekrój społecznych i materialnych sił oddziałujących na wąskie pole ich pragmatycznej kalkulacji jest z miejsca wykluczony, częstokroć po to, żeby wybraną taktykę przedstawić w korzystnym świetle. W związku z tym brak w petycji krytycznej wzmianki o kapitaliźmie czy choćby o przemyśle naftowym–petycja została przecież napisana dla–a nie do–Zarządu Orlenu i potencjalnych sygnatariuszy. Obniżenie standardów do tego tylko, co przyniesie nam i naszej bieżącej kampanii jakąkolwiek uwagę z pewnością pomaga uczynić takie zawężenie perspektywy pożądanym. Uważne spojrzenie na ten proces może jednak ujawnić ograniczenia petycji jako formy realnego sprzeciwu. Nie byłoby sensu postawić kapitalizmu w stan oskarżenia przy pomocy petycji. Ale dalekosiężne konsekwencje naszych działań nie znikają tylko dlatego, że nie zostały uchwycone w tabelce planisty kampanii. Są trudne do oszacowania, a jednak, jak letnia mżawka, którą nasiąkamy kropla po kropli, po pewnym czasie stają się oczywiste. W tym momencie jednak zdążą już zwykle stać się częścią wyzwania, z którym przyjdzie nam się mierzyć w kolejnej kampanii, a to dlatego, że błędnie założyliśmy ich brak wpływu na sytuację. Nasze nierozważne działania obrócą się przeciwko nam.

§

maxresdefaultPodział na specjalistyczne organizacje aktywistów i zahipnotyzowaną, rozpieszczoną publiczność sprzyja społcznemu rozkładowi. Społeczeństwo jest uśpione “Biernym monitorowaniem elektronicznych wiadomości i informacji, które pozwala obywatelom odczuwać zaangażowanie, jednocześnie przytępiając ich pragnienie czynnego uczestnictwa” (Winner 1986, 111). Neo-reformizm Otwartych Klatek włącza się w ten process i nie umie wykroczyć poza niego. Wraz ze schyłkiem śmiałego aktywizmu, ze śmiałą krytyką włącznie, podejmowanie symbolicznych wyborów na odległość staje się społeczną normą i przetrawia tkanki życia publicznego. Publiczność, zwiedziona obrazem kominiarek i tym podobna, może nie wiedzieć, że nie musi się obawiać ALF czy 269life. Nigdy nie musiała. Z drugiej strony, przemysł rozumie swoją sytuację dość dobrze, żeby obawiać się taktyk działania bezpośredniego i aktywistów gotowych podwinąć rękawy–niezależnie od tego, czy te obawy są uzasadnione faktami. Śmielsze rozwiązania taktyczne są demonizowane tak zawzięcie, bo mają choć szansę na otwarcie przestrzeni kontestacji, którą przemysł oparty na wyzysku musi jak najszybciej zamknąć, by funkcjonować płynnie. Nie może sobie pozwolić, by jego racja bytu była otwarcie kwestionowana w społeczeństwie. Działania bezpośrednie i aktywizm abolicjonistyczny wywierają na władzę presję, a władza nie stoi bezczynnie w obliczu choćby gestów tego rodzaju. Gdyby prawdziwa opozycja rozpadła się zupełnie, przemysł nie musiałby obiawiać się niczego. W tym celu przedstawiciele przemysłu z otwartymi ramionami powitają alternatywę aktywistów dość strawną dla status quo–szukają wśród opozycji elementu możliwego do okiełznania, kogoś, z kim mogą pracować (LaVeck 2006). Szukają maskotki i zazwyczaj ją znajdują.

Wyczulone na sygnały rynkowe mimo pewnej świadomości tego, jak są zwodnicze, Otwarte Klatki są na drodze do zapisania kolejnej strony w historii wybrakowanego aktywizmu. 420836Krzewią klientelistyczne, hierarchiczne relacje między sobą, publicznością zakorzenioną w kulturze towarowej i wiedzionym zyskami biznesem. Zamiast potępiać hot dogi jako śmieciowe jedzenie i sposób ukrycia zwierzęcego cierpienia w podejrzanie fallicznej postaci, piszą się na fast-foodową grę. Zamiast demaskować Orlen i inne petro-konglomeraty za pomoc w przerobieniu kraju na kulturę samochodową, chcą uczynić go lepszym. Potrzebujemy nie lepszego Orlenu, ale lepszych Otwartych Klatek.

§

Ktoś powie, że nie możemy pozwalać sobie na czcze teoretyzowanie w czasie takim, jak ten, że musimy radzić sobie z tym, co mamy podnosem w walce, która nie zaczeka, aż się dołączymy. Ale wielu podjęło już wyzwanie, szukając sposobów na uniknięcie taktyk, których rezultaty nawiedzałyby zwierzęta uwięzione w trybach systemu niczym duchy, niezależnie od sojowych hot dogów na półkach, w świecie jeszcze bardziej utowarowionym i krwawiącym z nieopatrzonych ran. Nietzsche zauważył, że “Czasem ludzie nie chcą usłyszeć prawdy, bo nie chcą, żeby zniszczono ich złudzenia”. Energia, jaką poświęca się na podtrzymanie naszych rozmaitych złudzeń jest ogromna. Same w sobie złudzenia mogą nawet stanowić warunek przetrwania, jak uważał Nietzsche. Ale tkwimy w stanie rzeczy, w którym złudzenia niektórych ludzi są eksploatowane, by na inne zwierzęta sprowadzić piekło za życia, a my przyzwyczailiśmy się puszczać to płazem. Złudzenia ludzkiej supremacji, obojętności innych zwierząt na wolne życie, i inne wymówki, jakich używamy, by je udomawiać, wyzyskiwać i zabijać–wszystkie je trzeba zwalczać tak, by unaocznić nędzę, która je toczy. Nie możemy zapomnieć, że to walka o dusze, by tak rzec, a nie głosy konsumentów. Jeśli szukasz konsumentów, dostajesz to, co dostały Klatki–wegan jako konsumentów, domagających się, by ich hot dogi były podgrzewane w osobnych piecach. Taki dostajesz nonsens. Takich wegan i taki ruch otrzymujemy wraz z klientelistycznym podejściem, które nie przebija się pod powierzchnię świata towarowego. Jeśli dusze, o które walczymy, są w stanie narkotycznym, znieczulone do punktu obojętności i wyrażające sprzeciw w sposób nic nie znaczący, trzeba je obudzić, a nie dalej odurzać. Neo-reformistyczna bojaźliwość opisana powyżej, zafiksowana na technicznej wydajności “stopniowanych” zmian, może dać niewiele zanim nie zacznie podważać sama siebie. Jak w Wielorybie i Reaktorze wskazuje Langdon Winner,

Ponieważ idea wydajności budzi szeroki konsensus, jest czasem stosowana jako koń trojański przez tych, którzy mają nadzieję pod jej płaszczykiem przemycić bardziej ambitny program. Ale zwycięstwa odniesione w ten sposób stanowią w innym sensie wielkie porażki. Afirmują bowiem w naszych słowach i metodach, że o pewnych ludzkich celach nie śmie się już mówić publicznie. Tkwiąc w tym dusznym koniu trojańskim zbyt długo, nawet silni żołnierze w końcu się duszą. (1986, 54)

Ile czasu minie, zanim Otwarte Klatki zostaną konsultantami przemysłu? Dynamikę tego rodzaju już rozkręcono na poważną skalę w USA i Europie Zachodniej, a teraz widzimy jak nabiera rozmachu w krajach byłego bloku wschodniego. Ma to sens dla samej organizacji w ogóle i dla jej kierownictwa w szczególności–utrzymuje je przy życiu, przysparza dotacji i zapewnia im pewną rozpoznawalność. Ale wpływ tej dynamiki na wyzwolenie zwierząt jest co najmniej dwuznaczny. A dla rozwoju tak dziś potrzebnego (Sanbonmatsu 2004) szerokiego sojuszu ruchów społecznych zdolnego do działań przejrokowych–wykraczających poza doraźne cele poszególnych ruchów–dynamika klientelizmu jest po prostu szkodliwa. Jeśli Otwarte Klatki mają wziąć udział w krzewieniu takiego sojuszu–a powinny–kampanie szyte na miarę hot dogów muszą zostać odesłane do przeszłości.

Bibliografia

Forkasiewicz, Kris. 2014. “Fragments of an Animalist Politics: Veganism and Liberation” [Fragmenty animalistycznej polityki: Weganizm a wyzwolenie] [w:] Critical Animal Studies: Thinking the Unthinkable, pod redakcją Johna Sorensona. Toronto: Canadian Scholars’ Press.

LaVeck, James. 2006. “Invasion of the Movement Snatchers: A Social Justice Cause Falls Prey to the Doctrine of ‘Necessary Evil’” [Inwazja porywaczy ruchów: Kwestia sprawiedliwości społecznej pada ofiarą doktryny “zła koniecznego”] Satya, October. http://www.satyamag.com/oct06/laveck.html

Otwarte Klatki. n.d. “Petycja do Orlenu.” http://www.otwarteklatki.pl/petycja-do-orlenu/#.VB7PtPl_tqU

Winner, Langdon. 1986. The Whale and the Reactor: A Search for Limits in an Age of High Technology [Wieloryb i reaktor: W poszukiwaniu granic w epoce wysokiej technologii]. Chicago and London: The University of Chicago Press.

Sanbonmatsu, John. 2004. The Postmodern Prince: Critical Theory, Left Strategy, and the Making of a New Political Subject [Postmodernistyczny książę: Teoria krytyczna, strategia lewicy i tworzenie nowego politycznego podmiotu] New York: Monthly Review Press.

* zdjęcia wykorzystano bez zezwolenia; tekst jest tłumaczeniem anglojęzycznego oryginału opublikowanego na RR 22.09.2014.

Advertisements
Posted in (anti-)politics, philosophy, relationality, veganism, wersja polska (Polish version) | Tagged , , , , , , | 1 Comment

Origins

Cain did not kill Abel. But he was indeed the precursor of fratricide. The boar cubs he pursued and killed, and into whose warm flesh and bones his unsuited teeth sank, were his kin and close neighbors. Their mother he had killed in self-defense, while fleeing to safety a before a coming storm. But there was another storm coming, and he was at its very eye. He returned and killed young ones. Then came other families, and Cain would do it again and again. Abel would soon join him on these bloody escapades. Unlike Cain, unusually coldhearted, Abel was riveted with guilt. As the body count mounted, he came up with the first justifications. Their sisters stayed behind and continued to forage, but would help prep the flesh which the brothers brought in. To their sensitive nostrils, it reeked of fear. But upon seeing Abel’s example, they soon joined their brothers in consuming it, and then fed it to all their children. The justifications became entrenched in ritual, used to soothe the community’s pain. But their fleshly selves had already been poisoned, as if by a disease, undergoing a series of tears, later only multiplied along deepening fracture lines. From those broken animals, the human was born—from the human, Empire.

Or it happened another way.

Cain_Henri_Vidal_Tuileries

Posted in body/somaticity, empathy, philosophy, poetry, relationality | Tagged , , , , , , , , , , | Leave a comment

Civilization

I’ve been doing a bit of anti-civilization reading for a while now, chosen mostly from among John Zerzan’s rich writings. The thing is I’ve been told by a good and quite brilliant friend not so long ago that to him “civilization” was a “non-term.” This was meant to point to the lack of a firm criterion enabling one to distinguish between the different modes of anthropic life as civilized and non-civilized. I came to realize that that is probably true and that the drawing of any solid line between the two would probably have to be, at least to a degree, arbitrary. I pondered this further, though, sometimes in my usual daydreams, with attention quite dispersed, unfocused, free-flowing. It is with this sort of attitude–quite appropriate to the sort of inquiry at hand, I now think–that I came to realize this: the phenomenological difference, the difference preceding explanation and categorization, between the experiences of encountering, say, the localized being of a foraging society, and that of universalizing, massive, gigantic, mega-structured, imposing modern industrial megalopolis is so huge and mind-blowing that one cannot possibly believe, upon trying to analyze those experiences comparatively, that they relate to two kinds of the same general category. To claim otherwise is akin to saying that a caress is a kind of slap, just because both constitute acts of touching. But the disparity between the encountered phenomena is staggering. They reveal themselves to be qualitatively different. It is from this experientially infused perspective that one can speak of a pre-civilizational mode of human life, wherever the line referring to its “objective” conditions and characteristics may later be drawn. It is also from this vantage point that once can speak of “civilization” and criticize it as such, without lapsing into non-terms. To call civilization(s), and so also non-civilization(s), non-terms, may be to inadvertently acknowledge how the latter are disappearing into the ever-hungry stomach of the former. Civilization-free living can more and more seldom be experienced, and so it increasingly appears, as far as experience or lack thereof inform us of this, that civilization is the exclusive mode of anthropic being. Insofar as discourse plays a part here, there’s a politics to it that goes easily goes unnoticed, one that consists in rhetorical erasure accompanying the extinction, or rather eradication, of actual phenomena. It is important to recover civilization as an object of critique regardless of whether or not one agrees with any of its particular expressions. To take civilization to be a non-term disables such a critique before it can even be appraised. And it needs to be: many of the ills of the modern, globalized society, including the ecological havoc it wreaks upon the world, the organized oppression and exploitation of innumerable animals day to day, and the wholesale suppression of anthropic sensuousness, seem to be overt culminations of processes set in motion long before modernity itself came into being.392410_yaponiya_jokogama_vecher_zakat_port_megapolis_ogni_2560x1700_(www.GdeFon.ru)KImberly bradshaw art

(Photo credits are due to their respective authors. I’m not sure who they are, however, and so they’ll remain anonymous)

Posted in (anti-)politics, philosophy, relationality, technology | Tagged , , , , , , | Leave a comment

Of Fences and Agony

DSC00002Save perhaps for those who cut it, and maybe the occasional cat, no one sets foot on this grass lawn.  Ten years ago you could come here to leave the noise of lawnmowers, cars, and crowds behind.  Now it’s a place defined by lawn-mowing and absence, and marked out by a fence, a place where–unless you can and want to own it–you are no longer allowed to be.

It is telling how the change came to pass.  This piece of land was owned, or “owned,” by a few hobos occupying a makeshift hut and probably in the dark about what they were sitting on.  They mostly left the land alone.  But when given the chance, they sold the land for millions, to be razed and fenced off and covered over with concrete and grass turf and conceit.  In all likelihood the hobos are dead by now–It takes a rotten soul to survive the kind of money they got.
DSC00004

Though we are furless and frail, we were meant, by an unspoken decree still running through our veins, to dwell in the calm flux of meadows and listen to the music of the wind.  Ever more contracted and constrained, we instead go on to write our own decrees, fencing ourselves in and out at the mercy of the engine roar.  This piece of land shows in miniature the agony of our collective condition.  This is what we are: seldom cold or hungry, and almost never really alive.

Posted in (anti-)politics, body/somaticity, empathy, philosophy, poetry, technology | Tagged | Leave a comment

Shards of the Good Life

When the world is broken up

And rejects your hungry gaze,

What remains are but shards of the good life.

To pull at them; to draw them out–

Just breathe through them.

Let this become the heart of your reasons,

Suspended halfway between order and chaos,

Equally threatened and nourished by each.

glass-shards

Posted in philosophy, poetry | Tagged , | Leave a comment

Hot Dogs of Dissent*

zenkuwntjvzpmbwdapwwbemlwccebghxbgmntckkgtjyfryrronznijnqcjr PKN Orlen is the player on the Polish oil refinery and petroleum retail markets. Its operations extend to the neighboring countries, including Germany, Czech Republic, and the Baltic States. Orlen has been noted among the world’s 50 largest oil companies by publications like Fortune 500. The recent introduction of in-house coffee and fast food to its gas stations has been like putting a cherry on top of a nationwide hegemony plugged into the global oil empire.

Enter Otwarte Klatki (“Open Cages”), a Polish animal protection organization founded in 2012. I’ve been rather optimistic about them before, on account of their early and much needed work in documenting exploitation on so-called fur farms around the country.

But my previous support for Otwarte Klatki itches for hard qualification with the campaign they have embarked upon, a campaign that would have their paths cross with Orlen’s. I have kept my reservations to myself before. But when warning signs loom and eyebrows cannot but be raised, one better voice one’s concerns in the open.

§

OrlenOn Otwarte Klatki’s estimation, the next step on the way to a fairer world is through advocacy at Orlen’s doorstep. You may wonder what it is that an oppositional organization would demand here. Is it elimination of animal flesh and other animal products from their menus? Is it abolition of a business enormously detrimental to ecological sanity? Is it the toppling of the whole industrial complex in which animal exploitation intersects with myriad other socioecological pathologies? These problems are now something we must deal with.

But no. Taking cue from who-knows-what neo-reformist, PETAesque sharade, Otwarte Klatki are jumping on a lowest-common-denominator tactic to both promote themselves and inadvertently further commodification of food, support a huge oil business in Poland, and make a nod to junk food-loving monads locked in metal boxes, a.k.a. drivers. Otwarte Klatki are encouraging the introduction of plant-based hot dogs at Orlen’s gas stations around the country. This being part of their “restaurant campaign,” a petition promptly followed:

Dear PKN Orlen Board, Among the many trends in the food industry, one especially distinguishes itself—ever more people choose plant-based meals. This way of eating gains popularity across age barriers. There are many reasons for this: from health concerns through empathy for the animals to wanting to lead an ecologically-sound lifestyle. We encourage you to introduce healthier, plant-based hot dogs to your Stop Cafe menu at Orlen gas stations. This decision will increase your customer base and will help protect animals and the environment. (Otwarte Klatki, emphasis added)

Baby steps? Perhaps. But the bigger picture of the interlocking crises we’re facing is not only missing here; the petition actually precludes it: the authors suggest that leading an ecologically-sound lifestyle and empathy towards other animals is compatible with the existence of hot dogs and highways and gas stations all around us, and of capitalism to frame it all.

Some of my animalist comrades advise the industry instead of putting pressure on its oppressive conditions. Doing business a favor, they connect it to new customers and help give it a good name. The fundamentally rotten relations in which other animals are caught in our societies, much less the need to abolish them, are nowhere indicated. Instead, the focus is on “making a better Orlen,” as Otwarte Klatki have put it.

Something’s very wrong with this situation, set as it is against a background of marketization of activism. The tendency to adapt activism to market logics is nothing new, and certainly not a Polish invention. It’s doing here what it did in the US and Western Europe before: it tames people’s concern instead of rousing it; it pacifies instead of fomenting indispensable discontent.

Under the weight of Otwarte Klatki’s tactical choices, not only does an intersectional politics become impossible; any kind of participatory politics is rendered unlikely as well. But how else could you be doing things, anyway? Off the top of a long list, we have the likes of DxE openly contesting “meat”-peddling giants like Chipotle and flagship US fast food chains. We have activists in China and elsewhere intercepting transports of animals sent to slaughter. In Israel and other places, 269Life are coming out with increasingly bold, uncompromising, iconoclastic actions. Not without their own problems, all of them speak truth to power.

Against this backdrop, the timidity with which Otwarte Klatki approach things in this case is inexcusable. Plurality of tactics is both welcome and necessary, but some of them are downright reactionary and ought to be abandoned without regret.

§

hot-dogOtwarte Klatki’s recent actions comprise a brand of neo-reformism within the animal protection movement. I’ve described neo-reformism elsewhere as a mix of surface radicalism and practical collusion with industry (Forkasiewicz 2014), but with repeated–and well-deserved–attacks on the neo-reformist approach, various arguments have been raised to defend it. Some of them warrant mention here.

One argument goes that bolder activism alienates the public and so is counterproductive. Now if we were taking part in a popularity contest on a par with establishmentarian elections, and nothing controversial was to publicly be argued at all, maybe that would be a different ballgame.

Meanwhile, our popularity, if you want to call it that, requires mediation through dissent. We are here precisely to awaken an already-alienated public from a blissful slumber of a crowd of bystanders. To that end a certain dose of communicative straightforwardness is a must. In neo-reformism, the broader spectrum of social and material forces operating on the narrow field of pragmatic calculation is excluded from the get-go, oftentimes to make the chosen tactic look good.

Hence there’s no critical mention of capitalism or even the oil industry in the petition, written as it was for–and not to–Orlen’s Board and potential signatories. Lowering the standard to whatever gets us and the cause at hand any attention certainly helps to make such narrowing of perspective plausible. A careful look at this might reveal the limitations of petitioning as a form of real dissent. For it would make no sense to indict capitalism through a petition.

But the broader consequences of our actions don’t disappear for not having been tabulated in a campaign planner’s sheet. They are hard to evaluate, and yet, like summer drizzle in which we get soaked little by little, after a while they become evident. By then they will have joined the odds we have to face in our next campaign, because we have mistakenly assumed their didn’t affect the situation. Our ill-advised actions will have turned against us.

§

maxresdefaultThe division into specialized advocacy organizations and a hypnotized, pampered audience is conducive to social decay. Society is sedated with “Passive monitoring of electronic news and information [that] allows citizens to feel involved while dampening the desire to take an active part” (Winner 1986, 111). Otwarte Klatki’s neo-reformism feeds into this process and fails to go beyond its bounds.

Making symbolic choices from a distance becomes the social norm as the decline of bold activism, including bold critique, corrodes the tissue of public life. It might not know it, misled by the look of ski masks and such, but the public has no reason to fear the ALF or 269Life. It never did.

The industries, on the other hand, know well enough to fear direct action tactics and activists ready to roll up their sleeves, whether this fear be fact-based or not. The reason why bolder tactics are demonized so feverishly is because they have at least the chance to open a space of contestation that exploitative industries must close down immediately in order to run smoothly. They can’t let their rationale be questioned openly in society.

Direct action tactics and abolitionist activism put pressure on power, and power does not stand idly by in face of even gestures of the sort. 420836If real opposition dissolved altogether, the industry would have nothing to fear. To bring about this prospect, industry reps welcome an activist alternative that remains palatable to the status quo: they seek out a tameable element within the opposition, someone they can work with (LaVeck 2006). They are looking for a pet, and they usually find one.

Geared to market signals despite knowing better, Otwarte Klatki are on the way to filling another page in the history of failed activism. They are fostering a clientelist, hierarchical relation between themselves, an audience entrenched by commodity culture, and a bottom line-driven business. Instead of condemning hot dogs as junk food and a way of concealing animal misery in suspiciously phallic form, they sign up for the fast food game. Instead of deploring Orlen and other petro-conglomerates for helping subordinate the land to car culture, they want to help them improve. What we need is not a better Orlen, but a better Otwarte Klatki.

§

We cannot engage in idle theorizing at a time like this, it will be said. We must deal with what’s in front of us in a struggle that won’t wait for us to join in. But many have already taken up the challenge, looking for ways to avoid myopic tactics whose outcome would come back to haunt the animals caught up in the system, with or without soy hot dogs at a nearby gas station, in a world yet more commodified and bleeding from untended wounds.

Nietzsche remarked that “Sometimes people don’t want to hear the truth, because they don’t want their illusions destroyed.” The energy that goes into maintaining our innumerable illusions is enormous. In themselves, illusions may even be a condition of survival, as per Nietzsche. But we are facing a state of affairs where some of people’s illusions are being exploited to make life hell for scores of animal others, and we have grown all too comfortable with letting them off the hook for it. The illusions of human species supremacy, of the indifference of other animals to freedom in life, and the countless other excuses we have for domesticating, exploiting, and killing them—these must be combated so as to illuminate the misery beneath.

We can’t forget that this is a battle for souls, so to speak, not consumer votes. If you solicit consumers, you get what Otwarte Klatki got: vegans as customers, demanding their hot dogs to be heated up in separate ovens. That’s the nonsense you get. This is the kind of vegans and the kind of movement we get with a clientelist approach that fails to penetrate the surface of the commodity world.

If the souls at stake are in something of a narcotic state, anaesthetized to the point of indifference or expressing discontent in meaningless ways, the thing to do is wake them up, not drug them further. The neo-reformist timidity described here, fixated on technical efficiency of “incremental” change, can go only so far before it becomes self-defeating. As Langdon Winner points out in The Whale and the Reactor,

Because the idea of efficiency attracts a wide consensus, it is sometimes used as a Trojan horse by those who have more challenging agendas they hope to smuggle in. But victories won in this way are in other respects great losses. For they affirm in our words and out methodologies that there are certain human ends that no longer dare be spoken in public. Lingering in that stuffy Trojan horse too long, even soldiers of virtue eventually suffocate. (1986, 54)

How long might it take Otwarte Klatki to become industry consultants? This sort of dynamic has already played out on a serious scale in the US and Western Europe, and now we see it gain momentum in the ex-Eastern bloc countries. It makes some sense for the organization in general and for its leadership in particular: it keeps things running day to day, keeps some donations flowing, and secures some recognition.

But on animal liberation its effects are dubious at best. And to developing a broad alliance of social movements capable of acting across our particular purposes, an alliance so urgently needed today (Sanbonmatsu 2004), it is downright detrimental. For Otwarte Klatki to partake in nourishing such an alliance—as they certainly should—hot dog-style campaigns must be relegated to the past.

References

Forkasiewicz, Kris. 2014. “Fragments of an Animalist Politics: Veganism and Liberation.” In Critical Animal Studies: Thinking the Unthinkable, edited by John Sorenson. Toronto: Canadian Scholars’ Press.

LaVeck, James. 2006. “Invasion of the Movement Snatchers: A Social Justice Cause Falls Prey to the Doctrine of ‘Necessary Evil’” Satya, October. http://www.satyamag.com/oct06/laveck.html Otwarte Klatki. n.d. “Petycja do Orlenu” (Petition to Orlen). Translated by KF. http://www.otwarteklatki.pl/petycja-do-orlenu/#.VB7PtPl_tqU

Winner, Langdon. 1986. The Whale and the Reactor: A Search for Limits in an Age of High Technology. Chicago and London: The University of Chicago Press.

Sanbonmatsu, John. 2004. The Postmodern Prince: Critical Theory, Left Strategy, and the Making of a New Political Subject. New York: Monthly Review Press.

* photos used without permission; minor rewording of the critique, relative to the fresh Polish translation–Jan 9, 2015.

Posted in (anti-)politics, philosophy, relationality, veganism | Tagged , , , , , , | 4 Comments

Confessions of a Closet Anarchist #1

green_anarchy_by_xfenrisulfrx-d5gkwlx“On Anarchy and Individual Responsibility” (working title):

Anarchy does issue a moral injunction to action, as is often assumed, but one which we are able not to take up without an ensuing paralyzing guilt. On the whole, therefore, we may take it up far more often because we do not feel terribly compelled, and compulsion–we know all too well–breeds resistance; and sometimes, as in this case, a “bad” sort of resistance (in the sense of “bad faith”) dialectically related to our natural fear of risky activity. Grasped dialectically, anarchy may help us go beyond both compulsion and resistance, and free us finally to act. In a word, it can get us off our butts, and out a sense of freedom already exercised, and not compulsion pushing us towards a freedom posited in the future.

Final title: “On What I Say When I Feel I’m not Doing Enough and my Sentences are Going on Too Long”

Posted in (anti-)politics, philosophy | Tagged , , , , | Leave a comment